Fabuła

 Nim poznasz fabułę tego bloga, trochę wyjaśnień co do jej treści. Jest to w głównej mierze przekształcona w blog, fabuła RPG, stworzona przeze mnie i mych przyjaciół na początku 2015 roku, która nosiła nazwę "SPC". Była to fabuła o ludziach którzy podczas pracy w takim miejscu zostali napromieniowani i otrzymali supermoce. Dla urozmaicenia dodano do niej wątek wypalenia Ziemi przez słońce, zapożyczony z książki/filmu "Próby Ognia" (jak nie kojarzycie z nazwy, to jest to druga część z serii "Więzień Labiryntu"). Jest to więc w połowie fanfiction, w połowie całkiem nowa historia. A zatem zapraszam do zapoznania się z fabułą.


 Kolejny dzień. Kolejny nudny, monotonny dzień, w "ukochanej" pracy. Każdy zaczyna, przebiega, i kończy się tak samo. Właściwie nie, ten nie. Dziś rano zostałam ugryziona w nadgarstek przez mojego kota, oraz podrapana przez to samo kudłate stworzenie w oko, podczas wczorajszej zabawy. Nie było to zamierzone, czasem po prostu przesadzam pozwalając mu na zbyt wiele, lub przez przypadek nadepnę mu na ogon, co skutkuje właśnie takimi rzeczami. Miałam jeszcze 15 minut, więc przeszłam się do mojego biura, i postanowiłam napisać kolejny wpis do mego dziennika.

14.06.2023
 Dzień jak co dzień. Nie zaczęłam jeszcze zmiany, ale niedługo będę musiała wejść i pomagać przy kolejnych testach leku na ten nowy typ raka. Właściwie nie wiem po co to robimy, leku nie uda się znaleźć choćby za 100 lat, nie robimy żadnych postępów. W telewizji ostatnio mówili coś o globalnym ociepleniu, i chyba mówili na poważnie. Założę się, że będziemy mieć jeszcze więcej na głowie. No cóż, mówi się

Dalej nie skończyłam pisać. Przerwał mi alarm, który mówił o tym, że coś jest nie tak w labo. Odłożyłam schowałam dziennik do kieszeni i wybiegłam z biura. Po chwili wpadłam przez podwójne drzwi do pomieszczenia z reaktorem konstrukcji mojej drogiej przyjaciółki, z którego jak już zdążyłam się przekonać dochodził alarm.
-Co żeś znowu sknociła?!- rzuciłam od razu gdy spojrzałam na reaktor.
-Chłodnica się zacięła i doszło do przeciążenia!- otrzymałam w odpowiedzi. Miałam szkolenie do takiej sytuacji. Wzięłam ze stołu śrubokręt i kombinerki i odkręciłam panel z boku maszyny. Moim oczom ukazało się mnóstwo kabli.
-Który ciąć?- zapytałam wsadzając głowę do środka w poszukiwaniu odpowiedniego kabla.
-Czerwony! Albo.. Niebieski?
-A czarny?
-NIE! Nie tnij czarnego bo dojdzie do reakcji łańcuchowej!
Przewróciłam oczami. Czerwony, niebieski, a może zielony? Za dużo tu było tego wszystkiego.
-To który?!
-Granatowy!- odpowiedziała zaglądając do notatnika w którym wcześniej wszystko notowała. Złapałam za ciemny kabel i przecięłam go kombinerkami. Nic jednak się nie stało.
-Co jest?
-Nie wiem! Powinno się wyłączyć! Przecięłaś dobry?!
Stałam w osłupieniu ściskając w rękach kombinerki i kabel. Zdążyła się zbiec już reszta załogi. Serce mi stanęło. Było dość ciemno, nie widziałam dokładnie kolorów. Ale ze wszystkich, mój wybór musiał paść akurat na ten kabel. Zguba nas wszystkich w tym pomieszczeniu. Jeden, długi, czarny kabel...


28.03.2036
 Podczas obowiązkowej przeprowadzki odnalazłam ten notes z poszarpaną okładką, jednak teraz korzystając z wolnej chwili postanowiłam do niego wrócić i zapisać w nim to, co stało się przez ostatnie lata. Cóż, doszło do wybuchu reaktora. O dziwo wszyscy przeżyli. Tyle, że większość zmarła na wskutek choroby popromiennej. Ale ja żyje. Mimo, iż zostałam napromieniowana najbardziej, żyje. Wszyscy ludzie mieszkający w pobliżu zostali napromieniowani tak samo jak my. Boję się tylko, co stanie się z dzieckiem, którego się aktualnie spodziewam. Ale nie mówmy o mnie. Otrzymaliśmy nietypowe zdolności. Przeniesiono wszystkich nas, oraz osoby z podobnymi umiejętnościami do ośrodka, zwanego SPC. Heh, prawie jak SCP.. To taka stara gra. SPC to skrót od Secret Paranormal Corporation. Za dobrzy w wymyślaniu nazw to oni nie są. Zostaliśmy odcięci od świata w celu szkolenia bojowego, na wypadek wybuchu wojny. Jednak dwa lata później cel naszej organizacji się zmienił. Otóż słońce. Słońce wypaliło ziemię. Miasta przypominają teraz postapokaliptyczne pustkowia. Jedyny dostęp do wody jest w górach, i niektórych miejscach w miastach. Ale to nie koniec problemów tego świata. Pojawiła się choroba, zwana Pożogą. Przypomina to trochę wirus zombie, jednak jest haczyk. Nowe pokolenia są odporne na tą chorobę. Naszym celem jest wynalezienie lekarstwa, chociaż nie wszystkim podoba się ta opcja. Póki co, to chyba tyle. Nowe pokolenia poddawane są przymusowej rekrutacji do wojska, i szkolone w naszej placówce, aby walczyć z poparzeńcami. Nic już nie jest takie jak dawniej...

24.05.2036 - Wojsko zaczyna przegrywać walkę z narastającą liczbą poparzeńców

30.07.2036 - Dochodzi do licznych buntów w wojsku, a nawet siedzibie SPC

16.08.2036 - SPC się załamuje i zaprzestaje działalności.

25.08.2036 - Ze szczątków SPC utworzono 3 grupy. "Loyal" czyli osoby dążące do wynalezienia leku na Pożogę i przywrócenia ładu na ziemi. "Shadows", osoby skupione na walce oraz przetrwaniu w tym okrutnym świecie. Oraz "Hybrids" czyli osoby dążące do jednego i drugiego, ale działające na własną rękę, bez określonych celów.

19.11.2036 - Wojsko i rząd załamuje się i ukrywa w świetnie chronionej bazie w nieznanej części Ameryki.

20.12.2036 - Rząd decyduje się organizować zrzuty dla ocalałych.

2041 - Teraźniejszość.

(Między grupami panuje pokój, osoby z jednej często odwiedzają drugą, a ich siedziby położone są dość blisko siebie. Między nimi panuje dość kruchy pokój)


(Pomieszanie z poplątaniem oraz kilka zdarzeń które miejsca nie mogły mieć w prawdziwym świecie. No ale cóż, to jest tylko fikcja. Mam nadzieję, że chociaż trochę wprowadziłam was w temat ;) )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz